Mój kanał na YouTubie od samego początku był trochę jak opuszczony dworzec. Trzy piosenki, kilka przypadkowych śladów i głucha cisza. Jak taka zapomniana stacja PKP, na której prawie nie zatrzymują się pociągi. A podróżnym intercity migała w przelocie i znikała zanim ktoś zorientował się, że właśnie była jakaś miejscowość. To mój kanał i moje piosenki właśnie. Opuszczony dworzec i trzech bezdomnych.
A piosenek do publikacji wcale w tym czasie nie brakowało. Materiału na 3 płyty.
Miałam niestety przedziwną blokadę przed tym, żeby pokazać je światu. Jakby dopóki pozostawały gdzieś między mną a mikrofonem, były bezpieczne. Moje. Nienarażone na cudze ucho, opinie, pytania.
Za kilka dni mam urodziny. Trzydzieste trzecie. Przez sporą część życia czekałam, aż poczuję, że już mogę się czymś pochwalić. Że jestem wystarczająco dobra, wystarczająco gotowa, wystarczająco pewna swoich umiejętności w kompozycji. Że powinno być lepiej zagrane, lepiej zaśpiewane. Że jakość nie jest jeszcze profesjonalna. I że kiedyś jak będę miała lepszy sprzęt... I tak to szło właśnie.
Nie doczekałam się momentu bycia gotową, mimo że doczekałam się lepszego sprzętu. Ale gdy tak siedziałam na tym moim opuszczonym, muzycznym dworcu, z tymi moimi trzema piosenkami niczym zbłąkanymi bezdomnymi, podjechał jakiś pociąg. Wysiadła z niego kobieta. Chciałoby się rzec, że cała na biało, ale miała akurat sukienkę w ludowe wzory. Była uśmiechnięta, pewna siebie i pełna gracji. Podeszła do mnie i spokojnym głosem powiedziała:
- Mam na imię Dojrzałość. Nie mogłam się doczekać aż się poznamy.
❀
____________________
Fot. 📷 Gosia Radomska

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz