Znacie to uczucie, kiedy z przepracowania nie tylko dopada Was migrena, ale też złość, wahania nastroju, drażliwość oraz ogólna frustracja? Tak wyglądł mój grudzień. Zaplanowałam sobie zbyt wiele projektów. Wirtualny duet z Sinatrą, o którym pisałam TUTAJ, cover "Last Christmas", kolęda "Dzisiaj w Betlejem" i jeszcze dwa projekty (rozpoczęte już w listopadzie), o których jeszcze mówić nie mogę, bo praca wre. Pracowałam nad jeszcze jednym coverem na święta, ale po prostu zamknęłam projekt. Niczego już nie słyszałam. Czy za głośno, czy za cicho, czy dużo basu czy mało, czy werbel jest ostry czy może go wcale nie słychać.... Skupienie na poziomie -10.
I na dwa dni przed wigilią zamknęłam wszystko. No, prawie. Usiadłam o 23:00 do sprzętu z zamiarem zamknięcia laptopa i totalnego zrelaksowania się, ale coś mnie w środku cisnęło. Ostatkiem sił, a w zasadzie na minusie sił, założyłam słuchawki i otworzyłam nowy projekt. To nie miało być nic ani twórczego, ani tymbardziej publicznego. Po prostu sobie grałam, testowałam brzmienia i nagle po czterech godzinach powstało to, co Wam ostatecznie prezentuję - za namową mojego przyjaciela.To nie miała być piosenka i tak sobie myślę, że nie jest. W zasadzie nawet się nie rymuje, bo skleciłam słowa, które mi ślina na język o drugiej w nocy przyniosła. Ale wiecie co? Kiedy to wszystko nagrałam, to poczułam ulgę, relaks, spokój i totalny chill. To paranoja!
Moje emocje wyszły ze mnie wszystkie hurtem i uznałam, że tym nocnym projektem kończę ten rok i niczego już potem nie robię. I tak było. Publikuję to dziś i daję słowo, że od 22 grudnia nie wykonałam żadnej twórczej, muzycznej pracy. Dlatego też uznaję tę zajawkę za efekt mojego przebodźcowania, a jednocześnie zwieńczenie roku 2021, który był dla mnie bardzo ciężki i starałam się być silna.
Od 2022 chcę być szczęśliwa.
Wam też tego życzę 🖤
Tekst:
napisałam tylko jeden tobie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz